Są trzy blogi moich teatralnych znajomych, na które zawsze zaglądam z przyjemnością...
Blog Kasi Łupińskiej - mojej redakcyjnej koleżanki z Internetowego Magazynu Teatralia.com.pl
http://oceanokien.blogspot.com/
Kasia na swoim blogu zamieszcza rzeczy różne, życiowe przemyślenia, relacjonuje wakacyjne i nie tylko podróże. Blog jest pełen ciepła, Kasiowego uśmiechu...
Blog Bartłomieja Miernika - krytyka teatralnego...
http://miernikteatru.blogspot.com
Początek mojej znajomości z Bartkiem to czasy jeszcze studenckie, byłam uczestniczką warsztatów krytyki teatralnej, które prowadził na KUL-u w Lublinie. Trafiłam na nie dzięki Kasi Łupińskiej (patrz wyżej). Okazało się, że działamy przy jednym festiwalu - Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu. Bartek też przy wizytach w Rzeszowie pojawia się w mojej "Masce". I tak znajomość trwa już kilka lat :)
Na blogu Bartka znajdziecie jego felietony, recenzje spektakli z całej Polski, celne teatralne spostrzeżenia.
Blog Grzegorza Kempinsky'ego - reżysera teatralnego i filmowego
http://www.kempinsky.pl
Kolejna lubelska znajomość... Grzegorz wyreżyserował kilka sztuk w Teatrze im. J. Osterwy w Lublinie, do którego bardzo często chodziłam w czasie studiów. Na moim ukochanym "Bogu" byłam chyba z 15 razy, ponadto widziałam jego "Legoland", "Komedię teatralną", poza Lublinem zaś zabrzański "Związek otwarty" i gdyńskiego "Boga" (o obu sztukach pisałam na łamach tego bloga). W styczniu miałam w planie wybrać się na kolejną premierę Grzegorza, ale czy się to uda... Zobaczymy! Nadzieja umiera ostatnia!
Blog Grzegorza to celne życiowe przemyślenia, raz słodkie, raz gorzkie smaczki teatralnej i filmowej kuchni...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Kempinsky. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Kempinsky. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 10 grudnia 2013
poniedziałek, 26 marca 2012
Bóg nie umarł...
Geniusz
i cięty humor? Woody Allen w reżyserii ( i adaptacji) Grzegorza Kempinsky’ego?
Broadway przeniesiony do Gdyni?
Przesłanie jest ukazane nam w formie nieznośnie wyolbrzymionych absurdalnych tekstów i sytuacji. Allen osiąga cel za pomocą ukazanej w krzywym zwierciadle pracy artysty, co wymaga od aktorów zdrowego dystansu do własnej osoby. Jednak artysta to najzwyklejszy w świecie człowiek, dzięki czemu widz w tej farsie zauważa absurdalność codzienności, która jest nie zawsze dla nas czytelna na co dzień. Zaś w teatrze przecież zatrzymujemy się na chwile, robimy pauzę i chcemy mieć chwilkę wytchnienia.
Fabuła jest dość zawiła, co sprawia, że widz z początku nie do końca wie, co dzieje się wokół niego. W allenowskim utworze fikcja przeplata się z rzeczywistością, a może na odwrót. Po scenie i przejściach biegają aktorzy, oraz techniczni przygotowujący scenę do "użytku". Główne postacie to aktor Kretynik (Bogdan Smagacki) i pisarz Schizokrates (Andrzej Redosz), który pisze sztukę „Niewolnik” na festiwal w Atenach. Co ciekawe, wydarzenia nie dzieją się jak w pierwowzorze na Broadwayu, lecz w… Gdyni.
Sama tematyka utworu ukazuje nam koncepcje całego przedstawienia – teatru w teatrze. Całość spektaklu biegnie bardzo wartko, rzec by można z minuty na minutę coraz szybciej, widz jest zaskakiwany kolejnymi zwrotami akcji i prześmiesznymi gagami w iście allenowskim stylu, choć przerobionymi na realia trójmiejskie. Przyglądamy się artystom, pracujących przy sztuce, jednak ich obraz jest karykaturalny i pełen dystansu, zaś na pole gry zaanektowana jest cała widownia. Co ważne nie jest to sztuka która daje tylko i wyłącznie frajdę i śmiech.
Przecież teksty Woody Allena, choć śmieszne, pełne seksistowskich drwin i ukazujące absurdalność otaczającej nas rzeczywistości, maja w sobie drugie dno, dzięki czemu spektakl nie jest pustą zabawą. Prześwituje spod nich obraz współczesnego człowieka, który jest mały wobec ogromu świata, w dodatku żyje na świecie pozbawionym jakichkolwiek świętości. Autor przemyca bowiem przezeń kilka ważnych prawd filozoficznych, czy życiowych.
Na spektakl radzę się wybrać jak najszybciej, by się dobrze bawić, i popłakać ze śmiechu. Paczka chusteczek higienicznych to osprzęt obowiązkowy, zaś zespół artystyczny teatru oprócz ciekawej sztuki, gwarantuje w pakiecie biletu „śmiechoterapię”, zaprawioną dużą dozą goryczy, ponieważ gdy opadną emocje, widzimy człowieka, małego wobec ogromu świata. Nie odbierajmy jej powierzchownie, przemyślmy, odnajdźmy to drugie dno, ukryte pod warstwa parodii i absurdu. Sam Woody Allen stwierdził, że: "Nowoczesny człowiek jest definiowany jako osoba urodzona po stwierdzeniu Nietzschego "Bóg umarł", ale przed hitem płytowym "I Wanna Hold Your Hand”."
petunia
Jednoaktówka Woody Allena przyprawia widzów o salwy śmiechu
i dreszcze, z powodu ciętego humoru i barwnych sytuacji. W Teatrze Miejskim w
Gdyni możemy oglądać dzieło Boga kina, w reżyserii Grzegorza Kempińskiego.
„Bóg” był pisany dla konkretnego teatru, w którym autor znał
aktorów, a gmach widział z okien swojego mieszkania. Postanowił tym razem
opowiedzieć o pracy artysty, jak zwykle z przymrużeniem oka, wyciągając na
wierzch wszelkie przywary oraz stereotypy o ludziach teatru. Miesza się tu
świat popkultury i sztuka wysokiego lotu.
Jednak nie o świetną zabawę i ból brzucha ze śmiechu chodzi,
gdyż jak słyszymy kilka razy ze sceny, dobra sztuka ma przesłanie. Tylko nad
przesłaniem Allena wypada nam się dłużej zastanowić. Jest to przecież mistrz w
ogłupianiu widza, aczkolwiek bardzo inteligentnym i zmuszającym do myślenia.
Możnaby długo dywagować nad tym, co przekazuje nam w swoim tekście, jednak
jedno jest pewne, na pytanie, czy bóg istnieje, każdy ma odpowiedzieć sam. A
jeśli istnieje, to każdy z nas ponosi karę za grzechy, za swoje niecne postępki
codzienności. Choć pozostaje nam jeszcze nadzieja? Lecz na co? Na lepszy żywot,
czy może na to, że jednak ktoś tam pociąga za kolejne sznurki i nad nami czuwa?
Przesłanie jest ukazane nam w formie nieznośnie wyolbrzymionych absurdalnych tekstów i sytuacji. Allen osiąga cel za pomocą ukazanej w krzywym zwierciadle pracy artysty, co wymaga od aktorów zdrowego dystansu do własnej osoby. Jednak artysta to najzwyklejszy w świecie człowiek, dzięki czemu widz w tej farsie zauważa absurdalność codzienności, która jest nie zawsze dla nas czytelna na co dzień. Zaś w teatrze przecież zatrzymujemy się na chwile, robimy pauzę i chcemy mieć chwilkę wytchnienia.
Fabuła jest dość zawiła, co sprawia, że widz z początku nie do końca wie, co dzieje się wokół niego. W allenowskim utworze fikcja przeplata się z rzeczywistością, a może na odwrót. Po scenie i przejściach biegają aktorzy, oraz techniczni przygotowujący scenę do "użytku". Główne postacie to aktor Kretynik (Bogdan Smagacki) i pisarz Schizokrates (Andrzej Redosz), który pisze sztukę „Niewolnik” na festiwal w Atenach. Co ciekawe, wydarzenia nie dzieją się jak w pierwowzorze na Broadwayu, lecz w… Gdyni.
Sama tematyka utworu ukazuje nam koncepcje całego przedstawienia – teatru w teatrze. Całość spektaklu biegnie bardzo wartko, rzec by można z minuty na minutę coraz szybciej, widz jest zaskakiwany kolejnymi zwrotami akcji i prześmiesznymi gagami w iście allenowskim stylu, choć przerobionymi na realia trójmiejskie. Przyglądamy się artystom, pracujących przy sztuce, jednak ich obraz jest karykaturalny i pełen dystansu, zaś na pole gry zaanektowana jest cała widownia. Co ważne nie jest to sztuka która daje tylko i wyłącznie frajdę i śmiech.
Przecież teksty Woody Allena, choć śmieszne, pełne seksistowskich drwin i ukazujące absurdalność otaczającej nas rzeczywistości, maja w sobie drugie dno, dzięki czemu spektakl nie jest pustą zabawą. Prześwituje spod nich obraz współczesnego człowieka, który jest mały wobec ogromu świata, w dodatku żyje na świecie pozbawionym jakichkolwiek świętości. Autor przemyca bowiem przezeń kilka ważnych prawd filozoficznych, czy życiowych.
Na spektakl radzę się wybrać jak najszybciej, by się dobrze bawić, i popłakać ze śmiechu. Paczka chusteczek higienicznych to osprzęt obowiązkowy, zaś zespół artystyczny teatru oprócz ciekawej sztuki, gwarantuje w pakiecie biletu „śmiechoterapię”, zaprawioną dużą dozą goryczy, ponieważ gdy opadną emocje, widzimy człowieka, małego wobec ogromu świata. Nie odbierajmy jej powierzchownie, przemyślmy, odnajdźmy to drugie dno, ukryte pod warstwa parodii i absurdu. Sam Woody Allen stwierdził, że: "Nowoczesny człowiek jest definiowany jako osoba urodzona po stwierdzeniu Nietzschego "Bóg umarł", ale przed hitem płytowym "I Wanna Hold Your Hand”."
petunia
sobota, 25 lutego 2012
Kryzysy wiecznie żywe...
Nie lubię pisać o spektaklach, które bardzo mi się podobały, były wręcz rewelacyjne. Niestety z takich pisać jest najciężej, gdyż trudno dobrać słowa, w które można ubrać emocje, wrażenia. I tak z bardzo dobrego, czy wręcz genialnego spektaklu piszę słabą, bądź przeciętną recenzję. Przekonajcie się zresztą sami.
Kryzysy wiecznie żywe
Dwoje ludzi. Ona i on. Jeden pokój, w którym krzyżują się ich drogi, w którym zbiega się świat. Tabun kochanek. I szybkość scenicznych zwrotów akcji plus świetny tekst noblisty Dario Fo i Franki Rame. To przepis na spektakl „Związek otwarty” w interesującej reżyserii Grzegorza Kempinsky’ego.
Reżyser ten zdołał mnie przyzwyczaić jako częstą bywalczynię lubelskiego Teatru Osterwy do swoich bardzo dobrych spektakli komediowych, w których teksty naszpikował odwołaniami do polskich realiów (mowa tu przede wszystkim o „Bogu” Woody Allena – dziele w Lublinie absolutnie KULTOWYM!!! i „Komedii teatralnej” Bengta Ahlforsa). I to jest właśnie siła jego dzieł – zdają się śmieszyć dwa razy bardziej, bo są czytelne dla każdego widza, można w nich znaleźć paradoksy codziennej rzeczywistości. Wymagają od aktora dużego zdystansowania się do własnej osoby, ale i sporego wysiłku fizycznego. Reżyser karze aktorom śmiać się z samych siebie, dodając postaciom pierwiastki związane dość mocno z ich osobami, ich życiem pozateatralnym.
Przejdę do rzeczy. Podobnie Kempinsky podszedł do tekstu Dario Fo i Franki Rame, dzięki czemu tekst zyskał – nie boję się użyć tego określenia – drugie życie. W dodatku podczas prób nastąpiła mała jego ewolucja – została niemalże dopisana trzecia osoba – „Niezidentyfikowany aczkolwiek istniejący aktor wokalno-instrumentalny wielokrotnego użytku” (dwojacy się w „rolach” inspicjenta i aktora Szymon Wiechoczek).
Interesująca jest wielopiętrowość opowiadanej historii. Z początku wszystko jest prościutkie, przyglądamy się jedynie małżeństwu Antoniny (Aleksandra Gajewska) oraz pewnego mężczyzny (Zbigniew Styj)… Jednak po pewnym czasie nie wiadomo - czy widzimy kreowane postaci, czy może jednak dwójkę aktorów, czy to serial, czy sztuka. Stosowanie świetnego chwytu teatru w teatrze, dodanie kilku dodatkowych głębi sprawia, że sztuka staje się zakręcona jak słoik ogórków i zaczyna pędzić w bliżej nieokreślonym kierunku.
Z zawrotną prędkością grana jest m.in. scena tosterowa, która jest popisem gry aktorskiej – Szczególnie zapada w pamięć postać Antoniny – jej mimika twarzy, i coraz szybciej wyrzucane – niemalże jak wystrzały z kałasznikowa – kwestie. Świetnie wtóruje jej małżonek, niewinny chłopczyk, który wyznaje zasadę psa ogrodnika – sam nie będzie żony w łóżku miał, drugiemu też jej nie da.
Sztuka ubrana jest przez reżysera w lekką i interesująca formę, zdaje się z początku być jedynie zabawną, śmieszną, pełną gagów komediową historią. Dopiero po wyjściu ze spektaklu, lekkim ochłonięciu do widza dociera drugie dno. I nie chodzi tu wcale o oklepany frazes, że scena staje się lustrem w którym widz może się przeglądnąć. Kempinsky pokazuje każdemu z widzów, jak ukochaliśmy sobie życie w fikcji, tkwienie w sytuacjach patowych, oszukiwanie samych siebie. Bo co innego robi Antonina próbując ratować swój związek i zgadzając się na tytułowy „związek”? Rozpaczliwie poszukuje miłości, bliskości, akceptacji i poczucia bezpieczeństwa, próbuje zwrócić na siebie uwagę męża przez kolejne samobójcze próby. Jej zacny małżonek zaś poprzez łóżkowe podboje zaspokaja nie tyle swoje potrzeby seksualne, co usiłuje przełamać rutynę, szarość codzienności. Otwarcie związku z dwóch stron nie pozwala obydwojgu zaznać szczęścia, małżonkowie stają się naprzemiennie katem i ofiarą. Siłą ich związku jest ich obopólne uzależnienie, a może po prostu przyzwyczajenie?
Więcej pisać nie będę, radzę każdemu, kto ma trochę sił i chęci wybrać się po prostu do Nowego by się zdrowo pośmiać, a dnia następnego zastanowić się nad życiem. Swoim. A! Ważne! Warto zobaczyć co na scenie wyrabia inspicjent-aktor, Szymon Wiechoczek, który - ku uciesze widzów - przechodzi sam siebie! Siłą spektaklu są również kostiumy i scenografia Barbary Wołosiuk - podkreślają uniwersalizm opowiadanej historii, która może dziać się wszędzie, a jej bohaterowie mogą uosabiać każdego z nas.
Dario Fo, Franka Rame
„Związek otwarty”
Teatr Nowy w Zabrzu
Reżyseria: Grzegorz Kempinsky
Scenografia: Barbara Wołosiuk
Reżyseria świateł: Maria Machowska
Inspicjent-sufler: Szymon Wiechoczek
Obsada:
Antonina: Aleksandra Gajewska
Mężczyzna: Zbigniew Stryj
Niezidentyfikowany aczkolwiek istniejący aktor instrumentalno-wokalny wielokrotnego użytku: Szymon Wiechoczek
Premiera – 18 luty 2012 r., Zabrze.
Scenografia: Barbara Wołosiuk
Reżyseria świateł: Maria Machowska
Inspicjent-sufler: Szymon Wiechoczek
Obsada:
Antonina: Aleksandra Gajewska
Mężczyzna: Zbigniew Stryj
Niezidentyfikowany aczkolwiek istniejący aktor instrumentalno-wokalny wielokrotnego użytku: Szymon Wiechoczek
Premiera – 18 luty 2012 r., Zabrze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)